Ustaw jako stronę startową

Dodaj stronę do ulubionych
 Strona główna > O autorze
Menu
 Strona główna
 O autorze
 O stronie
 Śpiewnik harcerski
 Sprawności
 Sondy
 Historia scoutingu
 Aktualności
 Artykuły harcerskie
 Księga gości
 Linki
 Harc-Licznik
 Szyfrator on-line
 Pliki do ściągnięcia
 Materiały harcerskie

Partnerzy
 HarcGrupa
 miniPortal HKT
 PoHaM

Sonda

Jak oceniasz zlot 100-lecia w Krakowie?

było fenomenalnie!
całkiem fajnie
nie tak źle
raczej kiepsko
fatalnie


Zobacz wyniki

Subskrypcja
  Podaj swój e-mail:

Dodaj Usuń


O autorze

  Nazywam się Wiktor Maj i mam 32 lata. Bardzo lubię jeździć na rowerze, pływać, grać w siatkówkę, drapać się na skałki i ogólnie "bawić się" linami, uwielbiam śpiewać i grać na gitarze, słucham najróżniejszych rodzajów muzyki - od poezji śpiewanej po metal. Dużo czasu poświęcam harcerstwu. Jedną z moich pasji jest projektowanie stron www oraz administrowanie nimi, jak też tworzenie dynamicznych elementów stron, przede wszystkim systemów administracji. Zajmuje mnie także wszystko, co związane jest z budownictwem - studiuję Inżynierię Lądową na Politechnice Krakowskiej. Jak większość harcerzy, kocham nowe wyzwania, działanie, organizowanie różnego rodzaju akcji, wyzjady ze znajomymi na gry terenowe, rajdy, biwaki, szczególną frajdę sprawiają mi nocne śpiewanki przy ognisku w gronie przyjaciół, gdy wokół szumi las, cicho szemrze strumyk...
  Moja przygoda z harcerstwem rozpoczęła się w trzeciej klasie podstawówki. Harcerze robili zaciąg w mojej szkole. Zaciekawił mnie ruch harcerski i razem z kilkoma kolegami zapisałem się do gromady zuchowej "Dzieci Puszczy" prowadzonej przez dh Mikołaja Piechockiego i działającej przy SP 24 w Krakowie - Nowym Bieżanowie. Wciągnął mnie taki sposób spędzania wolnego czasu. Niestety oprócz mnie żaden klasowy kolega nie został w harcerstwie, ale w naszej gromadzie poznałem wielu nowych kumpli. Dnia 25 II 1995 r. złożyłem przyrzeczenie zuchowe i otrzymałem znaczek zucha. W tym samym roku pojechałem na moją pierwszą kolonię zuchową z "Zielonym szczepem" z ZHR-u do Leśnicy. Jesienią naszą gromadę przejęła dh Anka Mazoń (obecnie działa w szczepie "Preria"). Przybyło trochę nowych zabaw oraz gry terenowe.
  Po wakacjach w roku 1996 opuściłem swoją gromadę i wstąpiłem do drużyny harcerskiej "Puszcza", również działającej przy SP 24, którą prowadził wtedy dh Tadek Pochopień. Na początku byłem szeregowym w zastępie "Sowy". W tym czasie gromada zmieniła nazwę na "Esgaroth", a w jej prowadzeniu dh Ance zaczęła pomagać dh Marta Blaut. Dh Tadek organizował dużo wycieczek i ciekawie prowadził zbiórki. Za jego "kadencji" nauczyliśmy się sporo m. in. technik harcerskich, piosenek, zabaw. Druga połowa roku 1997 to dowództwo dh Krzysztofa Karasia, byłego przybocznego "Puszczy". Zmienił on nakrycia głowy w drużynie z czarnych beretów na rogatywki. Niedługo jednak powrócił dh Tadek, a przybocznym mianował dh Dariusza Wiewiórę. Ja zostałem podzastępowym w "Sowach". Bawiliśmy się i uczyliśmy dalej i znowu wyjeżdżaliśmy na wycieczki. Ciekawe były zwłaszcza dobrze zaplanowane i przeprowadzone rajdy drużyny. Tak było aż do wakacji w roku 1999. Wyjechałem wtedy po raz pierwszy na obóz szczepu organizowany niedaleko mazurskiej miejscowości Muszaki nad Jeziorem Zawadzkim. Dokończyłem tam i zamknąłem próbę na stopień młodzika i zaliczyłem bieg na wywiadowcę. Na tamtym obozie razem z moim bratem dh Krzyśkiem, dh Tomkiem i Kubą Gędzikami i dh Justyną Cynk, po złożeniu przysięgi, jak każe nasz zwyczaj o brzasku, otrzymałem krzyż harcerski. Jako opiekuna wybrałem sobie mojego drużynowego dh Tadka. Po wakacjach sytuacja zupełnie się zmieniła. Dh Tadek został powołany do wojska, a pod koniec roku przydzielono nam jako drużynowego dh Tomka Gędzika, który mianował mnie zastępowym "Sów". Dostaliśmy też nową, większą harcówkę w pomieszczeniu, gdzie przedtem był magazyn sprzętu szczepowego. Jednak już na wiosnę dh Tomek odszedł z drużyny, więc chwilowo zostaliśmy bez drużynowego. Jedynie (nie chwaląc się) mój zastęp nadal miał zbiórki. Na wakacje znów pojechałem na obóz szczepu. Tym razem do bazy obozowej w Pogorzelicy nad morzem. Na tym obozie prowadziłem zastęp "Wawer" (tematykę mieliśmy z czasów II Wojny Światowej, opartą na książce "Kamienie na szaniec", a Wawer był kryptonimem harcerskiej organizacji propagandowej) i zamknąłem próbę wywiadowcy. Program obozu został dobrze przygotowany i nie było czasu na to, żeby się nudzić. Nie odpowiadał nam jednak program i wymogi komendy bazy obozowej. Gdy skończyły się wakacje, nie wiedzieliśmy, co dalej będzie z drużyną bez drużynowego. Nasze obawy pozostały na szczęście tylko obawami. Komendant hufca mianował nowego drużynowego, który funkcję tę w "Puszczy" pełnił już wiele lat temu - dh Jacka Ludorowskiego. Został on też pełniącym obowiązki drużynowego w drużynie żeńskiej "Uroczysko". On wprowadził zmiany do drużyny: utworzył plutony (coś w rodzaju poddrużyn zrzeszających harcerzy ze szkoły podstawowej lub gimnazjum). Mianował mnie plutonowym plutonu młodszego w "Puszczy" - "Lew" i w "Uroczysku" - "Alicja", natomiast dh Darka Wiewiórę plutonowym plutonu starszego w "Puszczy" - "Smok". Dh Jacek stworzył też całkiem nowy model prób na stopnie, wzorowany na formie podstawowej. Jednak już na początku 2001 roku coraz żadziej pojawiał się na zbiórkach. W końcu w ogóle przestał na nie chodzić. Organizowanie zbiórek i akcji drużyny spadło więc na mnie. Na początku było ciężko, ale później organizowanie zbiórek szło mi coraz lepiej, zwłaszcza że siódmego stycznia ukończyłem kurs drużynowych harcerskich i miałem już teoretyczne przeszkolenie. Na wakacje znowu pojechaliśmy na obóz, gdzie również zostałem zastępowym, tym razem jednak zastępu "Puszcza", ponieważ tematyką była historia i dzień dzisiejszy naszego szczepu (w związku z jubileuszem jego XX-lecia). Tym razem obóz był organizowany w Ostrowie przez Hufiec Kraków Podgórze, więc spotkaliśmy na nim trochę znajomych z 4 szczepu "Czwartacy" i 30 niezależnej drużyny "Knieja". Obóz nawet mi się podobał, pomimo kilku sprzeczek z kadrą i braku chatek.
  Po wakacjach przejąłem "Puszczę" - drużynę, w której przez tyle lat pracowałem, bawiłem się i na prawdę wiele jej zawdzięczam. Mianowałem kadrę drużyny i rozpocząłem kolejny rok harcerski. Oprócz rajdów czy biwaków szczepu lub hufca braliśmy udział np. w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, w "pięcioboju harcerskim" organizowanym przez hufiec (wyścigi go-kartów, zawody strzeleckie itp.). Uczyłem drużynę również wspinaczki skałkowej oraz technik z tym związanych i muszę powiedzieć, że niektórzy są teraz w te klocki bardzo dobrzy. W maju w ramach próby na stopień przewodnika zorganizowałem wyjazd ludzi z hufca na Harcerską Służbę na Lednicy. Przeżyliśmy tam wspaniale czas i poznaliśmy wielu harcerzy z całej Polski.
  Nadeszły wakacje, które były przełomowe dla mojej działalności w harcerstwie - zdecydowałem się przejść do szczepu "Czwartacy". Moja działalność w nowym środowisku rozpoczęła się w sumie na obozie zorganizowanym podobnie jak rok temu w Ostrowie, ale nie mogłem uczestniczyć w nim od początku do końca z powodu kursu na prawko jazdy, który akurat kończyłem. Przyjechałem jednak na ostatni tydzień i pomagałem kadrze naszego podobozu. W sierpniu w naszym mieście zjawił się gość z Watykanu - papież Jan Paweł II. Tradycyjnie więc ZHP zorganizował Białą Służbę, do której też się zgłosiłem - byłem razem z przyjaciółmi z hufca na Balicach, trasach przejazdów Papieża i oczywiście jako członek służby informacyjnej na Mszy Św. na Błoniach. Pod koniec wakacji znowu jechałem do Ostrowa - zostałem zaproszony na wyjazd komedny hufca, na którym oprócz wycieczek i wypoczynku mieliśmy ustalić jego plan pracy na nadchodzący rok harcerski. We wrześniu jak zwykle zaczęła się szkoła, ale również początek działalności w nowej drużynie, którą dostałem - Czwartej Podgórskiej Drużynie Harcerzy "Zośka" im. Tadeusza Zawadzkiego. Zadanie było więc o tyle trudne, że musiałem szybko uczyć się obrzędowości i zasad pracy w szczepie, żeby później przekazać to ludziom na zbiórkach. Na szczęście pomogła mi w tym bardzo przyjacielska i solidarna kadra "Czwartaków".
  Oprócz pracy na zbiórkach, drużyna brała czynny udział w życiu szczepu i hufca. Wiele było łączonych zbiórek, na których spotykali się harcerze z " Zośki" i harcerki z "Sadu". Wspólnie też jeździliśmy na rajdy szczepu, hufca i inne. Wiele było zbiórek w terenie, gdzie uczyliśmy harcerzy terenoznawstwa, pionierki, spostrzegawczości oraz wielu innych technik i umiejętności przydatnych w harcerskim życiu.
  Początek nowego roku był dla mnie bardzo pracowity. Komendant szczepu wyznaczył mnie jako odpowiedzialnego za udział szczepu w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Kwestowaliśmy na rzecz chorych dzieciaków na Kozłówku, a później pomogliśmy w przeprowadzeniu koncertu WOŚPowego, organizowanego przez nasz hufiec. Niedługo potem, jako zadanie na przewodnika, organizowałem rajd szczepu do Będkowic na północ od Krakowa, w czym trochę pomogła mi Kasia Sławińska, która przeprowadziła grę dzienną. Jakiś tydzień po zakończeniu rajdu stawiłem się na komisję instruktorską, gdzie szczęśliwie zamknięto mi stopień i dopuszczono do złożenia zobowiązania. Złożyłem je 22 marca 2003 podczas apelu rozpoczynającego "Rajd Podwawelskiego Smoka" organizowany jak co roku przez szczep "Swarożyca". Ten rajd był dla mnie bardzo ważny też z innej przyczyny - zostałem oficjalnie przyjęty do Samodzielnego Hufcowego Zastępu Starszoharcerskiego "SaHuZaSta", zrzeszającego wybrane instruktorki i instruktorów Hufca Kraków-Podgórze. Na rajdzie spotkaliśmy się z naszymi znajomymi z Ostrowca Świętokrzyskiego.
  "Smok" nie zakończył zimowo-wiosennego sezonu rajdowego, bo już tydzień później siedzieliśmy w pociągu do Warszawy, gdzie mieliśmy wziąć udział w rajdzie "Arsenał". Po raz pierwszy byłem na tym rajdzie i muszę powiedzieć, że gra po mieście zaskoczyła mnie swoim świetnym przygotowaniem oraz różnorodnością zadań, które mieliśmy do wykonania. Pomijając pewne niedociągnięcia ze strony kadry trasy, było naprawdę rewelacyjnie. Oczywiście jako "Czwartacy" zajęliśmy czwarte miejsce na trasie, co było niezłym wynikiem na dwadzieściakilka patroli.
  W tym czasie zacząłem przygotowywać się również do obozu szczepu - miałem być na nim komendantem podobozu - oraz do wyjazdu na Lednicę, gdzie za zgodą komendanta Chorągwii Krakowskiej, mogłem zabrać ludzi z całej Małopolski. Przed Lednicą byłem jeszcze na jednym wyjeździe - razem z dziewczynami z "SaHuZaSty" pojechałem na rajd "Łazkiów" w Góry Świętokrzyskie, gdzie zaprosili nas nasi znajomi z Ostrowca, natomiast 7. czerwca stanąłem razem z reprezentacją Chorągwii Krakowskiej nad brzegiem Jeziora Lednickiego, żeby podczas Święta Talentów pełnić wśród pielgrzymów harcerską służbę.
  Pod koniec tego samego miesiąca byliśmy już nad morzem - ja, Magda Plewa, Maciek Duda (Duduś) i 25 harcerek i harcerzy z naczego szczepu. Na obóz wybraliśmy znów bazę hufcową w Ostrowie, gdzie przez 3 tygodnie bawiliśmy się i pracowaliśmy ze "Szczepem z Dębowego Lasu", powstałym z 30 niezależnej drużyny "Knieja". Pomimo niespecjalnej pogody udało się zorganizować chatki, ale rewelacją były wędrówki - Magda załatwiła pobyt w Harcerskim Ośrodku Morskim w Pucku, gdzie prawie cały dzień pływaliśmy na żaglówkach. Na tym obozie, jak na każdym innym, były sytuacje wesołe i zabawne oraz konfliktowe. Jako komendant szczególnie dobrze zapamiętałem te drugie, bo to one wymagały jak najszybszego zażegnania - w mniej lub bardziej bezpośredni sposób. Było mi niezmiernie miło, kiedy podczas Wielkiej Rady uczestnicy oceniali obóz bardzo pozytywnie, ale trochę żałowałem, że tak szybko wszystko się skończyło, kiedy żegnałem ludzi na dworcu w Płaszowie.
  Na szczęście nie rozstaliśmy się na długo, bo już od początku sierpnia ćwiczyliśmy śpiew na dwa harcerskie śluby, które miały odbyć się w wakacje. Jeden był swego rodzaju unią personalną pomiędzy "Czwartakami" a "Dębowym Lasem", ponieważ na ślubnym kobiercu stanął zastępca komendanta naszego szczepu - Marcin Kowalik i komendantka "Dębowego Lasu" - Agnieszka Bożek. Było wiele radości, śpiewu i gratulacji. W międzyczasie razem z przyjaciółmi właśnie z "Dębowego Lasu" chodziliśmy na Zakrzówek, żeby wspinać się na skałki (ja robiłem poza tym kombinowane zjazdy linowe).
  Dziś nie wyobrażam sobie swojego życia bez harcerstwa i uważam, że zapisanie się do zuchów było jedną z najważniejszych decyzji w moim życiu.

[ W TRAKCIE AKTUALIZACJI ]


Rotatory i bannery
 
1 w Polsce Harcerski Baner System 100 Linkow Mania1 w Polsce Harcerski Baner System 100 Linkow Mania

SHDM popiera:BYKOM-STOP - Poprawna ortografia w Internecie
 

O stronie i systemie

© 2003-2018 by Duży Maju
Powered by MAJpage 1.0
Domain provides harc.pl


Logowanie
  Zaloguj się:

 Login:
 Hasło:



Rejestracja
Zapomniane hasło

Aktualności

 Newsy:
Tragedia w Smoleńsku  Ogłoszenia:
Wystawy harcerskie nadal czynne  Wasze ogłoszenia:
Zlot Skautów Środkowoeuropejskich "Silesia 2008"

Buttony

  Głosuj na moją stronę:

Ranking Stron Harcerskich "Grota"

Najlepsze strony harcerskie